Mały Turniej Magiczny - rozdział 3

Noc. Wszyscy zasnęli podczas podróży pociągiem. To chyba najlepszy sposób, by Fairy Tail niczego doszczętnie nie rozwaliło.
Gdzie Natsu, tam łatwo o problem (z całym szacunkiem dla Natsu), ale śpiący jest niegroźny. No właśnie - póki śpi…
Lucy poczuła, jak coś ciężkiego przygniata jej ramię, a po chwili słychać odgłosy wymiotowania. Cały przedział się obudził.
- Chyba Troia przestała działać… - zaczęła zaspana Wendy. Wstała i chwiejnym krokiem podeszła do chłopaka.
- Przynajmniej zdążył do okna – powiedziała Cana Alberona, otwierając zaszklone drzwi.
- Cana! Co ty tutaj robisz? – Lucy mocno się zdziwiła. Zresztą inni równie bardzo. Tylko Happy wykazał zerowe zainteresowanie, walcząc ze swoim ciągle nadchodzącym snem. Swoją drogą zabawnie to wyglądało.
- Jadę odwiedzić Gildartsa, w końcu to mój ojciec. Przy okazji mam kogoś ze sobą. Gdy tylko dowiedziała się, że jedziecie tym pociągiem, poprosiła mnie o bilet. No to jej kupiłam, nie? –  Uśmiechnęli się na widok wchodzącej Charle. - Wendy, możesz coś z tym zrobić?
- Próbuję, ale on się ciągle rusza i nie pozwala mi złapać równowagi – odpowiedziała zakłopotana. – Lucy-san, mogłabyś go jakoś przytrzymać?
- Żaden problem. Natsu, powtrzymaj się na moment. Chyba nie chcesz obrzygać żadnej miłej pani na peronie?
Wendy użyła Troi, a Lucy i Mira ułożyły wykończonego jazdą Natsu na podłodze. Był w marnym stanie, mimo że zaklęcie zadziałało. Lucy wzięła śpiącego Happy’ego na kolana, robiąc miejsce Canie. Chłopaka znowu zemdliło. Doczołgał się z ledwością do okna i widząc to, Wendy wstała szybko, aby mu pomóc.
- Nie przemęczaj się, i tak nic to nie da. – Charle zachowywała trzeźwość umysłu mimo późnej godziny. Potem przez parę minut nikt się nie odezwał. Słyszały tylko Dragneela. Czasami tylko Happy pomrukiwał coś o Charle albo o rybie. Pociąg stanął.
- No w końcu nastąpiło pół minuty dla Natsu – zaśmiała się Lucy.
- Daleko jeszcze? – Happy przecierał zmęczone oczy.
- Jesteśmy dopiero na stacji… - Natsu usiłował wytężyć wzrok, ciężko mu jednak było wykrzesać choć odrobinę energii. – Kunugi. – Lucy poderwała się z miejsca.
- Przecież my się tu przesiadamy!