Mały Turniej Magiczny - rozdział 4

- Natsu-san, musimy iść!
- Nie możecie go po prostu wypchnąć przez okno? – zaśmiała się Cana. – No dobra, wracam do swojego przedziału. Do zobaczenia! – Nie spotkała się jednak z wielkim zainteresowaniem. Na pożegnanie odpowiedziała tylko Mira, reszta była zbyt zajęta sytuacją.
- Pomóżcie mi wstać – odezwał się ledwie słyszalnym głosem. Lucy i Mira go podniosły.
- Happy, wziąłbyś moją torbę? – poprosiła Lucy, ocierając pot z czoła. Kotek nie był szczęśliwy z tego powodu, ale mieli już wystarczającą ilość problemów. Wendy zdecydowała się dźwigać bagaż Mirajane. Kociak, który zresztą miał najlżej, pierwszy opuścił pociąg.
- Lucy, ten twój bagaż jest okropnie ciężki. Prawie jak ty.
- Happy! – krzyknęła rozpaczliwie. Potem usłyszał dźwięk odjeżdżającego pociągu.
- Ej! Nie zostawiajcie mnie tu samego! Lucy, przepraszam! – Poczuł przypływ samotności. –Co powinienem teraz zrobić? Hmm, ciekawe, czy w tej torbie są ryby.
*     *     *
- Może wrócimy do przedziału?
- Nie ma sensu. Trzeba dowiedzieć się więcej na temat kolejnej stacji – Charle próbowała myśleć racjonalnie. Nie mogła jednak odepchnąć od siebie ostatniej wizji: dwóch piekielnie silnych magów walczących na arenie w Shirotsume, przerażeni ludzie. W tym czasie Wendy podeszła do starszej pani siedzącej obok.
- Przepraszam, gdzie jest następna stacja?
- W Oshibanie, moja droga. Zatrzymamy się tam za jakieś dziesięć minut.
- Bardzo dziękuję – obróciła się na pięcie i wróciła do pozostałych. – Oshibana.
- Jak dobrze pamiętam, stamtąd też jest połączenie do Shirotsume. – włączyła się Mira.
- Musimy wrócić po Happy’ego. – Natsu przypomniał o swojej obecności. – Bez niego nigdzie nie pojadę.
- Jak zamierzasz się tam dostać? Jest środek nocy. – Lucy traciła nadzieje na pomyślny obrót spraw. – A ty masz chorobę lokomocyjną – dodała niechętnie.
- Nie mamy tyle czasu, żeby podróżować w grupie. Polecę z Natsu po Happy’ego, a wy sprawdźcie odjazdy do Shirotsume.
- Charle, jesteś wspaniała! – podziękowała jej Wendy.
- Jesteś pewna, że dasz radę?
- Nie, ale nie będę sama – uśmiechnęła się.
*     *     *
Docierali do przedmieścia. Wcześniej mieli parę postojów, ale tym razem zmęczenie nie dawało Charle polecieć ani metra dalej. Towarzysz złapał ją w ręce i zrozumiał, że resztę drogi będzie musiał pokonać na piechotę. Nie złościł się, nie miał pretensji. Kotka wyświadczyła mu dużą przysługę. Salamander biegł teraz przez miasto, omijając chodzących ludzi. Dotarł do dworca lekko niespokojny, Happy mógł być równie dobrze w innym miejscu. Zza budynku dobiegał hałas.
- Jaki słodki!
- Ciekawe, gdzie umieścili ukrytą kamerę.
- Patrzcie, on ma znak Fairy Tail!
Natsu zwolnił. Rozejrzał się naokoło – rzeczywiście zebrał się tłum ludzi. Szedł pewnym krokiem, a ludzie zaczęli robić mu przejście.
- Happy! – chłopak ujrzał kociaka leżącego w torbie na rzeczy Lucy, wokół niej porozrzucane ubrania i kosmetyki. Exceed obudził się na dźwięk swojego imienia, założył plecak, po czym wyszedł na powitanie. Natsu ułożył Charle na jednej z bluzek i przytulił przyjaciela.
- Przepraszam, Natsu – zaczął ze łzami w oczach – przeze mnie nie zdążymy na Igrzyska.
- To nie twoja wina, Happy. – Wyzwolił go z uścisku. – Ale teraz powinieneś spakować rzeczy Lucy, bo się wścieknie. Mamy mało czasu.
- Co z Charle? – spytał zmartwiony.
- Nic jej nie będzie, wyczerpała swoje zapasy magii. – Podniósł kotkę. - A teraz bierz torbę i lecimy do Oshibany!