- Pomóżcie
mi wstać – odezwał się ledwie słyszalnym głosem. Lucy i Mira go podniosły.
- Happy,
wziąłbyś moją torbę? – poprosiła Lucy, ocierając pot z czoła. Kotek nie był
szczęśliwy z tego powodu, ale mieli już wystarczającą ilość problemów. Wendy
zdecydowała się dźwigać bagaż Mirajane. Kociak, który zresztą miał najlżej,
pierwszy opuścił pociąg.
- Lucy, ten
twój bagaż jest okropnie ciężki. Prawie jak ty.
- Happy! –
krzyknęła rozpaczliwie. Potem usłyszał dźwięk odjeżdżającego pociągu.
- Ej! Nie
zostawiajcie mnie tu samego! Lucy, przepraszam! – Poczuł przypływ samotności. –Co
powinienem teraz zrobić? Hmm, ciekawe, czy w tej torbie są ryby.
* *
*
- Może
wrócimy do przedziału?
- Nie ma
sensu. Trzeba dowiedzieć się więcej na temat kolejnej stacji – Charle próbowała
myśleć racjonalnie. Nie mogła jednak odepchnąć od siebie ostatniej wizji: dwóch
piekielnie silnych magów walczących
na arenie w Shirotsume, przerażeni ludzie. W tym czasie Wendy podeszła do
starszej pani siedzącej obok.
-
Przepraszam, gdzie jest następna stacja?
- W
Oshibanie, moja droga. Zatrzymamy się tam za jakieś dziesięć minut.
- Bardzo
dziękuję – obróciła się na pięcie i wróciła do pozostałych. – Oshibana.
- Jak dobrze
pamiętam, stamtąd też jest połączenie do Shirotsume. – włączyła się Mira.
- Musimy
wrócić po Happy’ego. – Natsu przypomniał o swojej obecności. – Bez niego
nigdzie nie pojadę.
- Jak
zamierzasz się tam dostać? Jest środek nocy. – Lucy traciła nadzieje na
pomyślny obrót spraw. – A ty masz chorobę lokomocyjną – dodała niechętnie.
- Nie mamy
tyle czasu, żeby podróżować w grupie. Polecę z Natsu po Happy’ego, a wy
sprawdźcie odjazdy do Shirotsume.
- Charle,
jesteś wspaniała! – podziękowała jej Wendy.
- Jesteś
pewna, że dasz radę?
- Nie, ale
nie będę sama – uśmiechnęła się.
* *
*
Docierali do
przedmieścia. Wcześniej mieli parę postojów, ale tym razem zmęczenie nie dawało
Charle polecieć ani metra dalej. Towarzysz złapał ją w ręce i zrozumiał, że
resztę drogi będzie musiał pokonać na piechotę. Nie złościł się, nie miał
pretensji. Kotka wyświadczyła mu dużą przysługę. Salamander biegł teraz przez
miasto, omijając chodzących ludzi. Dotarł do dworca lekko niespokojny, Happy
mógł być równie dobrze w innym miejscu. Zza budynku dobiegał hałas.
- Jaki
słodki!
- Ciekawe,
gdzie umieścili ukrytą kamerę.
- Patrzcie,
on ma znak Fairy Tail!
Natsu
zwolnił. Rozejrzał się naokoło – rzeczywiście zebrał się tłum ludzi. Szedł
pewnym krokiem, a ludzie zaczęli robić mu przejście.
- Happy! –
chłopak ujrzał kociaka leżącego w torbie na rzeczy Lucy, wokół niej
porozrzucane ubrania i kosmetyki. Exceed obudził się na dźwięk swojego imienia,
założył plecak, po czym wyszedł na powitanie. Natsu ułożył Charle na jednej z
bluzek i przytulił przyjaciela.
- Przepraszam,
Natsu – zaczął ze łzami w oczach – przeze mnie nie zdążymy na Igrzyska.
- To nie
twoja wina, Happy. – Wyzwolił go z uścisku. – Ale teraz powinieneś spakować
rzeczy Lucy, bo się wścieknie. Mamy mało czasu.
- Co z
Charle? – spytał zmartwiony.
- Nic jej
nie będzie, wyczerpała swoje zapasy magii. – Podniósł kotkę. - A teraz bierz
torbę i lecimy do Oshibany!