Obudziłem
się kilka minut po wtorkowym południu. W okna mojej kawalerki stukały młode
wróbelki, a w powietrzu unosił się słodki zapach kwitnących wiosną kwiatów.
Niestety nie mogłem odwrócić swoich myśli od dzisiejszego snu. Przed oczami
stały kamienne tablice zapisane ogromną ilością nazwisk. Mimowolnie szedłem do
ostatniej z nich, gdzie napisano: „Sorran, Iguelien, Karell”.