- To świetnie! – podchwyciła nastrój. – Zagrajmy razem!
- Wiesz, jakiego przystojniaka tam spotkałam? – szepnęła.
- Oh, Levi-chan, myślałam, że ty i Gajeel…
- Nieprawda! – zarumieniła się.
- Ej… - przerwał Natsu.- Jeszcze sobie pogadacie w ALO.
- Gdzie się spotkamy?
- Wiecie, gdzie rośnie World Tree? – Lucy przybrała minę
dumnej kujonki.
* *
*
Cała trójka wykonała ustalone czynności. Błądzili teraz
osobno, ratując się zakupionymi w miastach mapami.
Levi spostrzegła przed sobą jakiegoś Salamandra. Ukryła się
w bujnej trawie, nasłuchując.
- Zostawcie mnie, nic nie wiem!
- Spokojnie, kochaniutka. Obedrzemy cię ze skóry i po
problemie.
Nagle coś w bardzo szybkim tempie nad nią przeleciało,
lądując na ziemi. Wywołało to krzyk dziewczyny, która moment wcześniej odbyła
nieprzyjemną rozmowę z grupką wrogo nastawionej rasy. Levi postanowiła
skorzystać z zamieszania i przyjrzeć się bliżej całej sytuacji. Wychyliła
głowę.
- Czy wam naprawdę nie została nawet część honoru? Wstyd,
żeby tak atakować bezbronne, nowe dziewczyny. – Kobiecy głos zabrzmiał dużo
pewniej niż poprzednio, wręcz pogardliwie.
- Wróg pozostaje wrogiem, nieważny jest poziom umiejętności.
- W takim razie walczcie ze mną.
Levi wstała zaskoczona. Jej zdziwienie nie malało, gdy
zauważyła dwie dziewczyny z jej rasy przeciwko sześciu Salamandrom. Tym
bardziej, że jedna spadła z nieba i mówiła całkiem poważnie.
Poprzedni rozdział | Następny rozdział