Rasowe Wróżki - rozdział 3

- Co się stało, Levi-chan?
- Zagrałam w najlepszą grę na świecie! Można nawet latać!
- To świetnie! – podchwyciła nastrój. – Zagrajmy razem!
- Wiesz, jakiego przystojniaka tam spotkałam? – szepnęła.
- Oh, Levi-chan, myślałam, że ty i Gajeel…
- Nieprawda! – zarumieniła się.
- Ej… - przerwał Natsu.- Jeszcze sobie pogadacie w ALO.
- Gdzie się spotkamy?
- Wiecie, gdzie rośnie World Tree? – Lucy przybrała minę dumnej kujonki.
*     *     *
Cała trójka wykonała ustalone czynności. Błądzili teraz osobno, ratując się zakupionymi w miastach mapami.
Levi spostrzegła przed sobą jakiegoś Salamandra. Ukryła się w bujnej trawie, nasłuchując.
- Zostawcie mnie, nic nie wiem!
- Spokojnie, kochaniutka. Obedrzemy cię ze skóry i po problemie.
Nagle coś w bardzo szybkim tempie nad nią przeleciało, lądując na ziemi. Wywołało to krzyk dziewczyny, która moment wcześniej odbyła nieprzyjemną rozmowę z grupką wrogo nastawionej rasy. Levi postanowiła skorzystać z zamieszania i przyjrzeć się bliżej całej sytuacji. Wychyliła głowę.
- Czy wam naprawdę nie została nawet część honoru? Wstyd, żeby tak atakować bezbronne, nowe dziewczyny. – Kobiecy głos zabrzmiał dużo pewniej niż poprzednio, wręcz pogardliwie.
- Wróg pozostaje wrogiem, nieważny jest poziom umiejętności.
- W takim razie walczcie ze mną.
Levi wstała zaskoczona. Jej zdziwienie nie malało, gdy zauważyła dwie dziewczyny z jej rasy przeciwko sześciu Salamandrom. Tym bardziej, że jedna spadła z nieba i mówiła całkiem poważnie.

Poprzedni rozdział | Następny rozdział