- Nie zostaniesz tym razem na śniadanko? – spytałem z
przesadzonym, wręcz teatralnym smutkiem w głosie, zaglądając do sypialni.
- Za godzinę zaczynam pracę. Naprawdę bardzo bym chciała. –
Dziewczyna usiadła na łóżku i zaczęła się rozglądać. – Ach, tu jest! – chwyciła
sukienkę.
Był wtorek, a w mojej głowie nadal nie zrodził się pomysł na
prezent dla Michelle. Szedłem do domu wolno zapełniającą się ulicą, dumając nad tą
sprawą. Podniosłem wzrok i moim oczom ukazała się znajoma twarz.
- Andre, stary! Co tam słychać? – Facet po przyjacielsku klepnął
mnie w ramię.
- Luke! Kopę lat! Na długo wróciłeś?
- Jestem tylko przejazdem, ale z pewnością przyjąłbym
ewentualną propozycję na piwo. – mrugnął.
- Ewentualną? Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć? Dzwonię do
chłopaków i spotykamy się o piątej!
- Mięsny? – spytał niczym pewny odpowiedzi.
- Niech będzie Mięsny!
Nie miałem na dziś żadnych rezerwacji, więc wstąpienie do
baru „Mięsnego” wydało mi się dobrą opcją. Poinformowałem o wypadzie jeszcze
kilku innych kumpli ze szkoły średniej – Roberta, Leo i Gino, po czym poszedłem
spać.
* *
*
Dyskusja trwała w najlepsze.
- A wiecie może, co z Robertem?
- Jak zwykle, studia go męczą.
- Studia czy laski ze studiów? – dodałem rozbawiony.
- Haha, skąd ty wytrzasnąłeś tutaj w ogóle Luke’a? – zagadał
Leo
- Nieważne – wtrącił się. – Ważne, że siedzimy tu teraz
starą ekipą. An, lepiej opowiedz, jak tam z twoją laską.
- Nie utrzymujemy kontaktu, odkąd wtedy zniknęła. Pamiętasz
chyba mój ostry kryzys.
- W takim stanie ostatnio cię widziałem. Nadal nie wierzę,
że z tego wyszedłeś. Przecież było cholernie beznadziejnie, koleś… - Luke wydał
z siebie nutę podziwu, a Gino wstał.
- Weź mi też! Jakiegoś mocniejszego! – krzyknął do niego Leo.
Nie bał się dziwnych spojrzeń ludzi. Znaliśmy każdy dostępny zakątek tego
miejsca, czuliśmy się tu swobodnie jak nikt inny.
Przegadaliśmy kilka godzin. Opowiedziałem Luke’owi o swojej
najbliższej przeszłości, do której nie chciałbym nigdy wracać, jednak
wieloletni przyjaciel miał prawo wiedzieć. Był wtajemniczony do momentu, w
którym skończyliśmy liceum. Załamany utratą Emily pocieszałem się imprezami –
jedna po drugiej. Dosięgło mnie wszystko, co mogło. Alkohol, narkotyki. Brałem
tyle, na ile starczało pieniędzy. Wszystko, byle tylko stracić pamięć o
dotychczasowym życiu. Zatraciłem się w tym. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem
Michelle. Gdyby nie ona, prawdopodobnie nigdy bym z tego nie wyszedł.
Po trzecim piwie zadzwonił czarny smartfon.
- Janet, siedzę z kumplami i pijemy…
- Co?
- Piwo.
- Nadasz się. Posłuchaj, mamy dzisiaj nienormalny ruch.
Wszyscy są zajęci, a wieczór się jeszcze nie skończył. Przychodź natychmiast. –
rozłączyła rozmowę, nie czekając na moją odpowiedź.
Poprzedni rozdział | Następny rozdział