- Przyszła wcześniej, masz pięć minut na przybycie. – Janet
świetnie wykonywała swoją pracę. Była osobistą informatorką ponad dwudziestu
moich współpracowników. Ostatnio również moją. Mówiła zwięźle i na temat.
Wszedłem do dużego budynku od tyłu. Zanim odwiedziłem
szatnię, minąłem zakątek Janet.
- Nie wie o twoim spóźnieniu. Zaproponowaliśmy jej kawę na
rozgrzanie, więc masz dwie minuty więcej.
- Dzięki, zrozumiałem.
- Garnitur jest w szatni.
Tutaj wszystko odbywało się z zegarkiem, niesamowitą
precyzją oraz maksymalną elegancją. Organizacja spisywała się na medal, więc i
my musieliśmy się dostosować do tempa pracy. Włożyłem szybko przygotowany
wcześniej czarny garnitur, o który poprosiła klientka przy rezerwacji, po czym
pojechałem windą na czwarte piętro. Bez długiego szukania otworzyłem drzwi
pokoju z numerem 405 – mojego ulubionego. Poprawiłem ubranie przed lustrem,
oczekując na klientkę.
* *
*
Działałam w tym miejscu niemal pół roku, ale udało mi się
dojść do wprawy, wręcz uzależnienia. Ta praca jest jak narkotyk. Wystarczy
spróbować.
Dziewczyna z rezerwacją właśnie się zjawiła.
- Zapraszam cię do jadalni – powiedziałem z przesadną
grzecznością wymaganą na początku rozmowy z klientami, pomagając jej zdjąć
ciepły płaszcz.
- Pójdę jeszcze tylko do łazienki… Pogoda dzisiaj szaleje.
- Nie ma sprawy. Którego wina się napijesz? – powiedziałem
głośniej, by usłyszała. Po chwili stanęła w wejściu. Intensywne, czerwone usta
świetnie podkreślały jej urok, współgrając z sukienką w tym samym kolorze. To
był zniewalający widok.
- Dzisiaj chyba wybiorę jeden z tych pod stolikiem –
uśmiechnęła się, siadając naprzeciwko mnie.
- Nie jesteś tutaj pierwszy raz, prawda?
- Mhm – odparła słodkim głosem.
- To miło, że spodobało ci się moje towarzystwo. – Gdyby tak
nie było, pewnie darowałaby sobie rezerwację. Klienci najczęściej zjawiają się
bez niej. Jednak dzwoniąc wcześniej, można wybrać pokój, dowolną osobę i
ewentualnie zażyczyć czegoś dodatkowo. Wszystko to za niewielką dopłatą. –
Zatańczysz? – Włączyłem stojące blisko radio, po czym szarmancko podałem
dziewczynie rękę.
Kwadrans później zarówno garnitur, jak i jej sukienka leżały obok łóżka.