Podążając ścieżką grzechu - 4 rozdział

„Słuchajcie chłopaki, mam robotę”. Słabe wytłumaczenie, zgodzicie się? Tym bardziej, że jest za dwadzieścia jedenasta, a według oficjalnej wersji pracuję w sklepie. To prawda, ale przychodzę tam tylko, jak u nas nie ma ruchu. Do pomocy. Inaczej miałbym trudności z wytłumaczeniem, z czego się utrzymuję.
W każdym razie cel znajdował się już w zasięgu mojego wzroku. Wystarczyło minąć tylko kilka ostatnich, rosnących w parku drzew i pokonać spokojną ulicę. Uchyliłem tylne drzwi swojego „Zakładu Pracy”, słysząc niespokojną rozmowę urwaną moment później.
- Och, w końcu jesteś! Nie mogłam usiedzieć na miejscu, przeżywając brak ludzi do roboty. Co ich dzisiaj wzięło na amory?! – emocjonowała się Janet. – Myłeś zęby, Andre? – zmieniła temat.
- Co to ma do rzeczy? – spytałem, nie rozumiejąc.
- Zamierzasz straszyć klientki smoczym oddechem? Uświadamiam cię, że nie wszystkie lubią piwo. – Zeszła z tonu i zaczęła się ze mną droczyć.
- No okej…
Wystarczyła sekunda mojej nieobecności.
- Andre, mamy klienta! – Kobieta odebrała wewnętrzny telefon od współpracownicy. – Wszystkie laski są zajęte. Przed chwilą przyszedł Andre… Naprawdę się nada? Dobra, już mu przekazuję.
- Co znowu? – wyszedłem ze szczoteczką w ustach, zaniepokojony słyszanym przez siebie fragmentem rozmowy.
- Dałbyś sobie radę z facetem? Koleś powiedział, że wszystko mu jedno. – Przyznam szczerze. Bałem się odmówić tej roboty. Chociaż nie byłem zbytnio chętny na zabawy w taki sposób, zgodziłem się.
*     *     *
Ubrany standardowo – w koszulę i dżinsy z często używanymi guzikami – siedziałem na łóżku ulubionego pokoju. Czekałem niespokojnie, choć Janet wspomniała o tym, że najbliższy klient postanowił jeszcze wyjść do sklepu za rogiem. Tak naprawdę mógł nie czekać mnie aż tak bliski kontakt z nim. Podobno kiedyś częściej ludzie przychodzili  wyżalić się, porozmawiać bez żadnych zobowiązań, a jedynie za małą opłatę. Dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat ośrodek ten zyskał etykietkę gigantycznego hotelu seksu, przez co po godzinie 18 klientów mocno przybywa. Zazwyczaj przed tą godziną mamy spokój i dwie osoby na zmianie.
Czemu więc od razu przypisałem facetowi inną orientację? Z przyzwyczajenia do takiego, a nie innego stylu swojej pracy?
Rozmyślania odpłynęły wraz z cichym skrzypnięciem klamki drzwi do pokoju 405.
- Siema, ziomek. Sorki, że tak długo, ale skoczyłem jeszcze po kilka piw. Oglądasz piłkę nożną?
- Zdarza mi się włączyć. Usiądziesz? – spytałem z ulgą.
- Jasne!
Mecz był nawet emocjonujący, mimo że nie jestem szczególnie fanem tego sportu. Wypiłem jedno piwo, by nie zrobić przykrości, ale też uniknąć wykorzystywania klienta. Nadal jestem w pracy.
- Brian – rzucił z wyciągniętą dłonią.
- Andre, miło poznać
- Będę się zbierał, stary. Świetny z ciebie facet, wpadnę tu jeszcze kiedyś. – Wstał i zaczął zbierać swoje rzeczy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

Poprzedni rozdział | Następny rozdział