- Nie wiem.
Może wypadła.
- Jak my
teraz upieczemy rybę?
- Bądź
twardy, Happy. Patrz i ucz się. – Chłopak wszedł pomiędzy patyki. – Unikalna
Technika: Zapałka Ognistego Smoka! – Natsu zapalił swoje ciało, po czym mocno
zionął ogniem w drewno. Tym razem nawet te nieco mocniejsze podmuchy wiatru nie
miały nic do powiedzenia.
- Nie
będziesz głodny, Natsu? – Kotek zmartwił się o swojego przyjaciela.
- Raz od
święta mogę się pożywić twoimi przysmakami. – Mrugnął do niego i na ten znak
cała trójka chwyciła kije i usiadła przed ogniskiem. Niestety nie na długo…
- Natsu,
drzewo się pali! – Charle szybko wyczuła zagrożenie. Chłopcy byli jednak
zahipnotyzowani pożywieniem. – Natsu! – Podziałało. Obejrzał się i spostrzegł
problem.
- Aaa! –
Chłopak rzucił kija na ziemię, podbiegł do drzewa, zaczął dmuchać.
Nieopanowany, wydobył ze swoich płuc kolejny ogień. Sprawa robiła się poważna.
Pożar zajął już ponad 10 drzew, a pchnięty smoczym oddechem rozprzestrzeniał
się bardzo szybko.
- Nie możesz
zjeść tego ognia? – spytała, nie przerywając pieczenia.
- To
przecież mój ogień. Nie mogę zjadać swojej magii. – Jego mina przybrała
podejrzaną formę. Coś pomiędzy pomysłem a opętaniem. – Ale mogę ją opanować!
Natsu stanął
w lekkim rozkroku. Zamknął oczy, rozluźnił ciało, wyłączył zmysły, skupiając
całą moc w magii. Aura wokół niego zamieniła się w bańkę i stopniowo rosła.
Ogień przykrył oba Exceedy, był niczym żywa lacrima. Ale Salamander się nie
poddawał. Miał duże możliwości, jeżeli chodziło o niszczycielską siłę. Sięgnął
wszystkich płomieni. Zawładnął nimi. Po chwili nie została choćby iskra.
Zrobiło się cicho, nawet ognisko zgasło.
- Natsu,
zaopiekowałem się twoją rybką – Happy kończył jeść.
- Dlaczego
mi jej nie zostawiłeś?
- Tam jest –
sprostował i wskazał na przekłutą patykiem sardynkę.
-
Przynajmniej się upiekły – stwierdziła Charle, krzepiąc się jedzeniem.
Tymczasem Dragneel wsunął całą rybę za jednym zamachem. – Czasami nie można ci
odmówić inteligencji, Natsu.
- Udam, że
tego nie słyszałem…
Robiło się
ciemno. Koty przegłosowały chłopaka co do spania w lesie, dlatego zabrali się i
polecieli dalej.