* *
*
- Juvia, pragnę, aby dzisiejszy dzień był dla nas obu
wyjątkowy. – Dziewczyna odwróciła się w stronę Lyona. – Spełnię pięć twoich
życzeń.
- Naprawdę?
- Zrobię, co zechcesz – powiedział z poważną miną, po czym
spuścił wzrok na niebieską suknię do kostek opinającą jej kobiece kształty. Nie
miał wątpliwości, że spędzi z nią resztę życia.
- A więc… - Zastanowiła się chwilę. Trwało to krótko,
ponieważ Juvia bardzo dobrze wiedziała, czego potrzebuje. – Przyprowadziłbyś
tutaj Graya-sama?
- Masz jeszcze cztery życzenia – poinformował ją, bez
entuzjazmu kierując się w stronę strzelnicy.
* *
*
Był niesamowicie skupiony. Mierzył plastikowym pistoletem do
nieco pogniecionej już puszki, a jego nogi nawet nie drgnęły.
- Jest! W końcu trafiłem! – krzyknął.
- Gray, mam do ciebie prośbę.
- Nie teraz. – Nawet nie odwrócił się w stronę Lyona. Za
bardzo pragnął nagrody. – Co dostanę? – Człowiek obsługujący całą zabawę
kierował się do niego z dużym pluszowym misiem. – Misiek?!
- Chodź ze mną. – Lyon pamiętał o pierwszym życzeniu
Juvii. Jednakże Gray płonął z
wściekłości.
- Próbowałem jakieś dwanaście razy i wygrałem… to? O, co to
za karteczka? – spytał siebie zaciekawiony. Widniał na niej numer nagrody, a
pod spodem napisano małym druczkiem informację o losowaniu nagrody głównej.
* *
*
- Loki, co ty tu robisz?
- W końcu jestem członkiem Fairy Tail, nie sądzisz? –
Wyciągnął do niej dłoń. – Zatańczysz?
Lucy przyjęła zaproszenie, więc wyszli na parkiet. Gwiezdny
duch prowadził delikatnymi ruchami, wsłuchując się tym samym w grającą spokojnie
muzykę. Oboje lśnili.
- Świetnie tańczysz. – Uśmiechnął się do niej po skończonym
utworze i ucałował dłoń. – Niestety muszę już wracać.
- Do zobaczenia – pożegnała się z nim, kiedy znikał do
swojego świata. Podszedł Hibiki.
- Nie wiedziałem, że twoje duchy potrafią same przechodzić
przez bramę – zagadał, zawierając w głosie uznanie.
- Niektóre czasami to robią. Loki chyba najczęściej. Hibiki,
znasz więcej zaklęć takich jak Uranometria? Chciałabym się ich nauczyć.
- Oczywiście. Ale nie teraz. Skorzystajmy z okazji i
zatańczmy.
* *
*
- Braciszku Elfie… - Lisanna nie była zwolenniczką jego
debiutu na scenie. Mirajane miała inne zdanie. Stała obok siostry, czasami
tylko z uśmiechem spoglądając na Elfmana.
- Mężczyzna!! – Mikrofon w jego rękach niemal rozpływał się
od przypływu testosteronu, a rockowe ubrania mówiły same za siebie.
Nieoficjalna część balu wrzała. Na
deskach pojawił się Laxus. Zamruczał coś pod nosem i poraził Elfmana błyskawicą.
Nie zrobił mu krzywdy; to wystarczyło, by uspokoić amatorski koncert. Smoczy
Zabójca bezproblemowo wziął mikrofon od zaskoczonego kolegi.
- Na drugiej sali rozdają torta. – Laxus oddał mikrofon.
Niestety o wznowieniu występu nie było mowy, ciasto z lukrową nazwą
najsilniejszej gildii zyskało natychmiastową popularność wśród gości.