X792 - rozdział 2

- Natsu Dragneel…
*     *     *
- Juvia, pragnę, aby dzisiejszy dzień był dla nas obu wyjątkowy. – Dziewczyna odwróciła się w stronę Lyona. – Spełnię pięć twoich życzeń.
- Naprawdę?
- Zrobię, co zechcesz – powiedział z poważną miną, po czym spuścił wzrok na niebieską suknię do kostek opinającą jej kobiece kształty. Nie miał wątpliwości, że spędzi z nią resztę życia.
- A więc… - Zastanowiła się chwilę. Trwało to krótko, ponieważ Juvia bardzo dobrze wiedziała, czego potrzebuje. – Przyprowadziłbyś tutaj Graya-sama?
- Masz jeszcze cztery życzenia – poinformował ją, bez entuzjazmu kierując się w stronę strzelnicy.
*     *     *
Był niesamowicie skupiony. Mierzył plastikowym pistoletem do nieco pogniecionej już puszki, a jego nogi nawet nie drgnęły.
- Jest! W końcu trafiłem! – krzyknął.
- Gray, mam do ciebie prośbę.
- Nie teraz. – Nawet nie odwrócił się w stronę Lyona. Za bardzo pragnął nagrody. – Co dostanę? – Człowiek obsługujący całą zabawę kierował się do niego z dużym pluszowym misiem. – Misiek?!
- Chodź ze mną. – Lyon pamiętał o pierwszym życzeniu Juvii.  Jednakże Gray płonął z wściekłości.
- Próbowałem jakieś dwanaście razy i wygrałem… to? O, co to za karteczka? – spytał siebie zaciekawiony. Widniał na niej numer nagrody, a pod spodem napisano małym druczkiem informację o losowaniu nagrody głównej.
*     *     *
- Loki, co ty tu robisz?
- W końcu jestem członkiem Fairy Tail, nie sądzisz? – Wyciągnął do niej dłoń. – Zatańczysz?
Lucy przyjęła zaproszenie, więc wyszli na parkiet. Gwiezdny duch prowadził delikatnymi ruchami, wsłuchując się tym samym w grającą spokojnie muzykę. Oboje lśnili.
- Świetnie tańczysz. – Uśmiechnął się do niej po skończonym utworze i ucałował dłoń. – Niestety muszę już wracać.
- Do zobaczenia – pożegnała się z nim, kiedy znikał do swojego świata. Podszedł Hibiki.
- Nie wiedziałem, że twoje duchy potrafią same przechodzić przez bramę – zagadał, zawierając w głosie uznanie.
- Niektóre czasami to robią. Loki chyba najczęściej. Hibiki, znasz więcej zaklęć takich jak Uranometria? Chciałabym się ich nauczyć.
- Oczywiście. Ale nie teraz. Skorzystajmy z okazji i zatańczmy.
*     *     *
- Braciszku Elfie… - Lisanna nie była zwolenniczką jego debiutu na scenie. Mirajane miała inne zdanie. Stała obok siostry, czasami tylko z uśmiechem spoglądając na Elfmana.
- Mężczyzna!! – Mikrofon w jego rękach niemal rozpływał się od przypływu testosteronu, a rockowe ubrania mówiły same za siebie. Nieoficjalna część balu wrzała.  Na deskach pojawił się Laxus. Zamruczał coś pod nosem i poraził Elfmana błyskawicą. Nie zrobił mu krzywdy; to wystarczyło, by uspokoić amatorski koncert. Smoczy Zabójca bezproblemowo wziął mikrofon od zaskoczonego kolegi.
- Na drugiej sali rozdają torta. – Laxus oddał mikrofon. Niestety o wznowieniu występu nie było mowy, ciasto z lukrową nazwą najsilniejszej gildii zyskało natychmiastową popularność wśród gości.