*
* *
-
Wiedziałem, że wygrasz! – powitał ją Natsu. Przepełniona radością Heartfilia
rzuciła się mu na szyję.
- Naprawdę
piękne zwycięstwo – Wendy ocierała łzę.
- Przyznaję,
że nie mogę się doczekać kolejnej walki – włączyła się Charle. Reszta miała
takie samo zdanie.
Trwała
akurat przerwa przed ostatnim starciem tego dnia. Organizatorzy robili
wszystko, by zmieścić cały ćwierćfinał w jednym dniu, jednak jakiś mały, ważny
człowieczek przekonał ich do zaniechania prób. Twierdził, że postać trzech walk
dziennie zatrzyma wielu ludzi na dłużej.
*
* *
- Daj z
siebie wszystko. Musisz dotrzeć do finału.
- Po co?
Przecież wygram to bez problemu. Pamiętaj, nie mogę wykorzystać całej mocy. Przede
mną trzy walki, a nie jedna.
- Mam
nadzieję, że wiesz, co robisz, Sting.
- Nie spinaj
się! – usiłował rozluźnić atmosferę. – Przecież ten koteczek nie jest trudnym
przeciwnikiem.
*
* *
- Oby tylko
Mira znalazła coś dobrego do jedzenia…
- Happy, nie
zasypiaj! Miałeś pilnować jej miejsca! – krzyknęła Lucy. Arena już pękała w
szwach, a zostało jeszcze pół godziny.
Chwilę
później uśmiechnięta dziewczyna przyniosła reszcie smaczne przekąski, po czym
usiadła obok reszty, najadając się wraz z przyjaciółmi do syta. Tymczasem budka
komentatora umilała publiczności oczekiwanie na rozpoczęcie walki.
-
Yajima-san, jak podobały się panu poprzednie pojedynki?
- Pierwszy
był dość przewidywalny. Bacchus jest w końcu magiem klasy S.
- A drugi?
- Siła Lucy
tkwi w jej duchach. Więź między magiem a Gwiezdnymi Duchami odgrywa dużą rolę,
dlatego dziewczyna mogła wygrać. Faktem jest również, że ma większe pokłady
magii niż Eve.
Komentator
zajął rozmową także Jurę i księżniczkę Hisui. Kilkanaście minut później na
deskach znaleźli się Sting Eucliffe i Miliana.