Podążając ścieżką grzechu - rozdział 1

Na imię mi Andre. Mógłbym zdradzić swoje nazwisko, ale nie czuję potrzeby. Wręcz przeciwnie – bez tego może jakoś dam radę być bardziej szczerym. W oczach kobiet jestem zabójczo przystojnym, młodym facetem. Słabo z moją skromnością, wiem. Prowadzę dwa życia: zawodowe i prywatne. Muszę przyznać, że ciężko je ze sobą pogodzić.
*     *     *
- Janet, mogłabyś odpisać mnie z piątku?
- Będą wściekli. Przecież dobrze wiesz, że ostatnio mamy niezły wzrost.
- Proszę cię, tylko ten jeden raz. Chciałbym zabrać Jane na urodziny.
- Dobra, dobra. Jak się czepią, to załatwię ci nadgodziny – zachichotała cichutko do słuchawki.
- Dzięki, jesteś wielka.
Wcisnąłem przycisk z czerwoną słuchawką i wszedłem do przedpokoju, gdzie czekała na mnie dziewczyna.
- Witaj, kochanie. – Podszedłem do niej, przytuliłem i dałem buziaka. – Zjesz coś?
- W sumie to chciałam cię gdzieś zabrać… Co powiesz na spacer?
- Świetny pomysł, ale muszę być w domu przed dziesiątą.
- Chyba się wyrobimy – odparła, unosząc koniuszki ust.
*     *     *
Rzecz działa się dziesięć lat temu, a może trochę później. Moją dziewczyną była wówczas delikatna i powalająco dziewczęca Emily. Kiedy jednak poznałem ją bliżej, okazała się córką demona, piekielnie kuszącą osobą. Przeszedłem z nią wiele kilometrów, zrywając się z lekcji. Zazwyczaj wracaliśmy z tych spacerów następnego dnia. Opamiętałem się dopiero, dowiedziawszy się o konieczności powtórzenia drugiej klasy w liceum z powodu niskiej frekwencji. Od tamtego momentu już jej nie widziałem.
Te wspomnienia nękały mnie jak bumerang przy każdym spacerze. „Na szczęście to już nie wróci” – pomyślałem i skupiłem całą uwagę na Jane.
- Wszystko w porządku, An? – spojrzała zaniepokojona.
- Tak… Myślałem o Emily.
- Przecież dobrze wiesz, że to minęło. Przepraszam… wszystko przez ten spacer. – Kiedy z wyrzutem sumienia spuściła głowę, zrobiło mi się przykro.
- Nic się nie stało. Wspierałaś mnie w tamtych momentach, jestem ci naprawdę wdzięczny.
- O jejku, już późno! – uniosła głos, patrząc na zegarek.
- Mam jeszcze trochę czasu, mogę cię odprowadzić.
*     *     *
- Miło było się z tobą spotkać, Andre – zawiesiła ręce na mojej szyi, a ja złapałem ją w talii.
- Dobranoc – rzuciłem chwilę później na pożegnanie. Nie wracałem jednak do domu. W kieszeni wibrował już zniecierpliwiony czarny telefon.