Lucy
obudziła się w środku nocy. Jej skóra była mocno nagrzana, a ona sama z
ledwością łapała oddech.
Podniosła głowę z poduszki i usiadła. Wzięła wdech
świeżego powietrza i popatrzyła na swoją poduszkę oświetloną przedostającym się
przez firankę blaskiem księżyca. Dały się zauważyć kontury wypuszczonych na
wszystkie strony krótkich włosów. Zrozumiała, dlaczego czuła taki skwar.
- Natsu –
szepnęła – dobrze, że jesteście. – Chłopak przewrócił się na drugi bok, a potem
położył się na plecach.
- Coś
mówiłaś? – mruknął zaspany.
- Nie,
dlaczego miałabym…? – uniosła głos speszona sytuacją. Szybko jednak opanowała
emocję, przypominając sobie, że Mira i Wendy śpią w tym samym pokoju.
- Czemu na
mnie krzyczysz?
- Wszedłeś
bez pozwolenia do mojego łóżka! Jak
mam być spokojna?
- No dobra.
– Natsu uległ. Wyszedł spod kołdry i położył się na panelach podłogowych.
- Lucy jest
taka mięciutka~ - mamrotał Happy przez sen. Jednak dziewczyna zignorowała jego
obecność. Rozejrzała się po pokoju. Spostrzegła, że obok Wendy śpi Charle, po
czym spokojna ułożyła się z powrotem do snu.
*
* *
Dziewczyny
już krzątały się po pokoju. No, może z wyjątkiem Lucy. Wyglądała na
niewypoczętą i nie wyrażała ochoty ruszenia się z łóżka. Wendy co chwilę
zdarzyło się ziewnąć, ale Mira trzymała się bardzo dobrze. Obie były prawie
spakowane.
- Jesteś
głodna, Charle?
- Nie,
jedliśmy wieczorem – odpowiedziała. – Gdzie Happy?
- Tutaj –
rzucił kociak, wygrzebując się spod pościeli Lucy, która również postanowiła
wstać. Ogarnęło ją poczucie winy z powodu Natsu śpiącego na ziemi. Zdjęła z
siebie kołdrę i przykryła chłopaka.
- Ona go lllubi… - zamruczał Happy obserwujący sytuację.
- Zamknij
się, kocie! – Po chwili dziewczyna zbliżała się do niego w zatrważającym tempie
z poduszką i groźbą jej rzucenia.
- Ratunku,
goni mnie rozwścieczona Lucy!
- Lucy, co
on ci zrobił? – spytał Dragneel, moment wcześniej obudzony hałasem.
- Przez
niego nie wystartujemy w Igrzyskach – odpowiedziała mu zawiedziona.
- Kto ci tak
powiedział? Nie ma mowy, żebyśmy nie zdążyli!
- Natsu ma
rację – wtrąciła się Charle, a Mira cicho zachichotała, zapinając walizkę. –
Tak czy siak, nie traćmy czasu. – Wszyscy przytaknęli i z szerokim uśmiechem zabrali
się do roboty.