- Ta ślicznotka świetnie całuje pod wpływem Magii Osłabienia
– uśmiechnął się szatańsko. – Może masz ochotę wypróbować?
- Nie będziesz jej wykorzystywał, ty draniu! – Natsu zaczął
go bić jak opętany, dopóki facet nie leżał nieprzytomny.
- Wszystko w porządku, Lucy? – spytał troskliwie, stojąc nad
nią. – Zaraz wrócę, trzeba się pozbyć gościa.
- Zostań, Natsu – wstała, by go powstrzymać. Chwiała się
jednak na nogach, chłopak złapał przyjaciółkę w talii, nie pozwalając upaść do
tyłu.
- Dobrze, Lucy. Nigdzie nie pójdę. Jesteś słaba, powinnaś
się położyć. – Uległa, kiedy układał ją na łóżku, pochylając się do przodu. Oczy
miała nieobecne, a usta rozchylone. Zaklęcie było bardzo silne.
- Natsu… - powiedziała bardzo cicho. Założyła mu ręce na
szyje, z czego ciężko byłoby się wyswobodzić. Ale on nie próbował. Położył się
bokiem przy niej. Znalazł się w niezręcznej sytuacji. Nie wiadomo, czego
chciałaby opętana przez magię-tamtego-kolesia Lucy. – Mógłbyś mnie pocałować?
Może powinien być zaskoczony? Przytulić ją i wrócić na salę?
A może należało zrobić jej coś do jedzenia; poczekać, aż zaklęcie przestanie
działać… Nie zastanawiał się nad tym. Skończył walkę z samym sobą. Zanurzył
dłoń w jej włosach, dotykając kciukiem warg. Przejechał po nich delikatnie, po
czym zbliżył swoją twarz i wypełnił życzenie Lucy. Zetknęli się biodrami.
Dziewczyna nieprzytomnie musnęła swoimi ustami nos Natsu, na co on ucałował jej
szyję i położył się obok. Podniosła głowę, zajrzała mu w oczy, uniosła koniuszki ust. Wtuliła się w jego bok, lekko pomrukując.
Chwilę później oboje zasnęli.