Mały Turniej Magiczny - rozdział 13

- Hisui-sama właśnie dotarła do studia! Jak ocenia pani tegoroczne rozgrywki?
- Sądzę, że są na wyższym poziomie niż w poprzednich latach. Wróciło Fairy Tail, a sam turniej w indywidualnej postaci nabiera znaczenia i popularności. Chciałabym następnym razem zobaczyć Erzę lub Mirajane – uśmiechnęła się, wspominając te sympatyczne dziewczyny.
- Dlaczego międzygildyjne potyczki cieszą się większym zainteresowaniem?
- Sama nie potrafię tego pojąć. Może po prostu walka dla przyjaciół jest bardziej wzruszająca?
*     *     *
Nie ruszał się. Jakoś ciężko mu było znaleźć do tego powód. Oczywiste, że dziewczyna z Mermaid Heel spróbuje zaatakować od tyłu, z zaskoczenia. Tymczasem ona się zbliżała. Spryt nakazał wygrać w chytry sposób. Bacchus przestąpił krok w prawo, uderzając mijającą go przeciwniczkę obiema pięściami na raz. Cios okazał się nokautujący.
- Wygrywa Bacchus Groh z Quatro Pu... ee… Cerberus, kabo!
Arena zawrzała z zachwytu. Nikogo to jednak nie zdziwiło – rozgrywki magów są najefektowniejszymi wydarzeniami w całym Fiore.
- Zapraszamy wszystkich na krótką przerwę, a po tym ogłoszenie kolejnej pary!
*     *     *
- Natsu, który miałeś numer?
- Emm… nie pamiętam. 6 albo 7. A może 3?
- To raczej któreś z tamtych dwóch. Ja mam trójkę. Trochę się stresuję… - wyznała niepewnie.
- Nie przejmuj się, Lucy. Na pewno wygrasz! – posłał dziewczynie szczery uśmiech, wyraźnie poprawiając jej nastrój. – Póki się nie poddasz, masz szanse.
Może wymieniliby jeszcze parę zdań, ale wtrącił się wszechobecny głos komentatora.
- Proszę o powrócenie na miejsca, za dwie minuty zacznie się kolejna walka: Lucy Heartfilia kontra Eve Tearm!
*     *     *
Chwyciła pęk kluczy, kierując się w kierunku wyjścia.
- Powodzenia, Lucy! – krzyknął do niej Happy. Natsu nic nie powiedział, dobrze wiedziała, co sądzi. Sama obecność przyjaciół dodawała otuchy
- Wszyscy we mnie wierzą. Nie mogę ich zawieść!
Slońce raziło ją w oczy, gdy wstąpiła na środek areny. Patrzyły na nią tysiące niecierpliwych oczu. Poczuła się już jednak nieco pewniej.
- Powitajmy naszych zawodników! – komentator jeszcze bardziej ożywił ludzi, podczas gdy dwójka przeciwników stała przed sobą w pełni skupiona.
- Rozpoczynamy drugą walkę, kabo!
Nie czekali.
- Otwórz się, bramo Złotego Byka! Taurus!
- Wzywałaś, panienko Lucy? – spytał, bez skrępowania wpatrując się w jej ciało.
- Nie czas na pogaduszki… - stwierdziła lekko podirytowana. Tymczasem Eve zaczął atak.
- Biały Kieł!